American Film Festival

W tym roku nie udało mi się odwiedzić wrocławskich sal kinowych przy okazji festiwalu Era Nowe Horyzonty. Powtórzyła się sytuacja z innych lat, kiedy dokładne zapoznanie się z programem było ciągle odkładane na później. Aż tu nagle zaskoczył mnie pierwszy sierpnia, czyli ostatni dzień festiwalu. Szkoda, a winić mogę jedynie siebie i swoje lenistwo (jak wiele razy wcześniej przy innych okazjach). Ale pojawiła się iskierka nadziei i  szansa na obejrzenie niespotykanych normalnie w Polsce filmów, za sprawą nowego pomysłu Stowarzyszenia Nowe Horyzonty – pierwszej edycji festiwalu filmów amerykańskich. Już w październiku.



The Raveonettes – Off Festival, Katowice

Znowu wrażenia po kolejnym wydarzeniu muzycznym, w którym uczestniczyłam pojawiają się z pewnym opóźnieniem. Po wstępnym ich spisaniu, co ma miejsce parę dni po koncertach, później brakuje motywacji, aby jeszcze raz pochylić się nad takim tekstem. I wpis zamiast po paru dniach, pojawia się po paru tygodniach.

To była  moja druga wizyta na Offie, jednak z przykrością stwierdzam, że zdecydowanie mniej udana niż poprzednia. Problem nie leży w zmianie lokalizacji (z Mysłowic do Katowic), ta jak sądzę podyktowana była rosnącą popularnością tego festiwalu. Wydaje się, że w tym roku (ale jednoznacznie trudno to stwierdzić będąc tylko na jednym dniu), polepszyła się organizacja. Np. na plus należy zaliczyć specjalne autobusy kursujące z dworca na teren festiwalu. Co więc poszło nie tak? Rzecz tak podstawowa na imprezie muzycznej, że aż wstyd o niej wspominać – szwankowało nagłośnienie.



„Google zgwałciło nam mózgi”

To cytat z artykułu Jacka Dukaja Za długie, nie przeczytam… jaki ukazał się w Tygodniku Powszechnym. Jest w nim mowa o wpływie internetu na literaturę, zarówno patrząc z perspektywy czytelników, jak i pisarzy. Wnioski płynące z tego tekstu nie są pocieszające, można je wręcz określić przerażającymi. Szczególnie jeśli opisywane objawy odnajdziemy u siebie,  takiego szeregowego użytkownika internetu. I nie mam tu na myśli sloganowych haseł typu „internet niszczy literaturę”, tak samo mało wnoszących jak wcześniejsze, „telewizja niszczy radio”. Rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, a konsekwencje za tym idące o wiele szersze.



Plany czytelnicze #3 (sierpień)

Nastąpiła mała przerwa w ukazywaniu się wpisów na temat kolejnych planów czytelniczych i stopnia ich realizacji. Ale można powiedzieć, że  czas od maja do lipca był poświęcony na doprowadzanie wcześniejszych planów do końca.  Prawie się to udało. Zostało  nieszczęsne Viriconium – książka napoczęta,  a później szybko rzucona w kąt.  Motywacji żeby znowu się do niej zabrać jakoś zabrakło. Ale trzeba będzie koniecznie do niej wrócić i to zaraz po przeczytaniu Niebezpiecznych wizji, inaczej obawiam się, że nie zostanie zakończona szybko (jeśli w ogóle). Może to być jednak ciężka przeprawa, biorąc pod uwagę fakt, że również lektura antologii nie idzie gładko. Jakby za dużo opowiadań z Nowej Fali zostało zebranych w jednym miejscu, poza tym entuzjastyczny ton redaktora przed każdym z nich potrafi po pewnym czasie działać na nerwy. Z tego względu „wstępy” są już przeze mnie opuszczane, lepiej niech tekst danego autora przemówi sam za siebie.



Open’er Festival 2010

Minął już trzeci tydzień od jednego z największych muzycznych wydarzeń w Polsce, wystarczająco długo, aby w końcu pojawił się jakiś wpis na ten temat. Czemu czekałam tak długo? Najbliższe prawdy będzie stwierdzenie o moim lenistwie, które tym razem mogę tłumaczyć nieznośnymi upałami. Tegoroczna edycja festiwalu była dziewiątą z kolei, a dla mnie okazją do czwartej już wizyty w Babich Dołach. Nie, nie nudzi mi się to, tak jak ciągłe uczestnictwo w koncertach. I mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Mówiąc krótko, obym nigdy nie dożyła chwili, kiedy nie znajdę w sobie chęci, żeby wybrać się na koncert (inną sprawą są obiektywne przeszkody, których czasami nie da się przeskoczyć). Wracając do samego Open’era, patrząc od momentu kiedy pierwszy raz w nim uczestniczyłam, czyli 2006 roku – rozrósł się i to znacznie. To już nie tylko festiwal, którym ekscytują się pewne grupy w Polsce, to również jedno z większych wydarzeń muzycznych w Europie. Otrzymana nagroda European Festival Awards w kategorii Best Major Festival tylko to potwierdza.



It might get loud!

Generalnie nie oglądam filmów dokumentalnych, w zasadzie nie ma żadnego konkretnego powodu – po prostu jakoś tak wychodzi. Ale kiedy przeczytałam o filmie Davisa Guggenheima It might get loud, wiedziałam że  będę musiała wcześniej czy później go zobaczyć (jak się okazało stało się to jednak później). Perspektywa zobaczenia razem Jimmy’iego Page’a, Jack’a White’a i The Edge’a była w końcu bardzo kuszącą. Szczególnie  jeśli chodzi o dwóch pierwszych z nich, dokonania U2 nigdy jakoś specjalnie mnie nie porywały.



Ray Bradbury „Ilustrowany człowiek i inne opowiadania”

Tego autora kojarzyłam przede wszystkim z powieści 451′ Fahrenheita, nie znając jego innych pisarskich dokonań. Dlatego z pewnym zaciekawieniem sięgnęłam po zbiór opowiadań, gdzie miały się mieścić teksty ze wszystkich okresów twórczości Bradbury’ego. Przed zagłębieniem się w treść uderzają pochwalne głosy o autorze: Jego opowiadania i powieści są częścią języka amerykańskiego, język Bradbury’ego (…) jest już integralną częścią amerykańskiego dziedzictwa. Bez dobrej znajomości literatury amerykańskiej trudno ocenić prawdziwość tych słów. W takiej sytuacji najlepiej odłożyć takie rozważania na bok i po prostu zagłębić się w lekturę. Co też uczyniłam, po kilku opowiadaniach z zadowoleniem stwierdzając, że będzie to bardzo miło spędzony czas. Wydaje się, że z tej formy autor wydobył wszystko co najlepsze, dając czytelnikowi krótki tekst, z ciekawym pomysłem, za każdym razem stawiając go przed jakimś istotnym problemem. Zostawiając go z otwartym pytaniem lub z już udzieloną przez autora odpowiedzią.



Plany czytelnicze #2 (maj)

Omówienia planów na kolejny miesiąc wypada rozpocząć od wypunktowania tego co udało się przeczytać w poprzednim. Czytelniczych założeń nie udało się w pełni zrealizować (tylko w połowie), ale tragicznie sytuacja nie wygląda. A „eksperyment” będzie kontynuowany, bo wprowadza jednak trochę porządku. Chociaż lista na maj puchnie, ale po kolei.



Żałobna prasa

Minęły już dwa tygodnie od tragicznych wydarzeń w Smoleńsku, jak również moja irytacja poziomem polskich mediów trochę zelżała. Nie zmieniło  to jednak podjętej na tej fali decyzji, czyli ponownego sięgnięcia po zagraniczną prasę. Co do samych tragicznych wydarzeń nie będę się wypowiadać ani twierdzić, że nie poruszyły mnie w żaden sposób. W pierwszym momencie to był szok rozmiarem katastrofy i obojętna na pewno nie pozostałam. Lecz przymus wysłuchiwania o niej najpierw przez tydzień żałoby (co było jeszcze zrozumiałe, chociaż „edycja specjalna” w radiu Zet słuchana w pracy przez osiem godzin naprawdę już działała mi nerwy), później również poruszanie jednego tematu przez miniony tydzień zrobiły swoje. Chciałoby się zapytać, ile w kółko można mówić o tym samym? Przez dwa minione tygodnie w zasadzie tylko pogrzeby, wybory prezydenckie w Polsce, ewentualnie jeszcze problemy lotnicze związane z aktywnością islandzkiego wulkanu. Chociaż teraz rodzaj przekazywanych informacji siłą rzeczy powoli ulega  zmianie.



Bilety do kina

Lubię chodzić do kina. Biorąc pod uwagę łatwość zdobycia nielegalnej kopii z internetu, takie stwierdzenie może wyglądać jak przejaw naiwności. Jednak… jest coś magnetycznego w kinowej sali i nie mam tu na myśli innych osób siorbiących colę czy ciamkających popcorn. Zresztą, wystarczy dobrze dobierać godziny i same filmy, żeby uniknąć takich sytuacji. Wybierając się do kina nigdy nie zastanawiałam się nad kosztem jaki trzeba przy tym ponieść, który dla mnie, osoby, która jeszcze może korzystać ze zniżek studenckich jest stosunkowo niewielki. Ale jeśli spojrzeć na rodzinne wyjścia tego typu, model 2+2, czyli rodzice z dwójką dzieci okaże się, że jednorazowy koszt takiej imprezy oscyluje gdzieś w granicach 150 zł. Pytanie czemu tak drogo, które automatycznie się pojawia postawił sobie również autor artykułu w magazynie Film, Paweł Moskalewicz. Jego lektura (w dwóch częściach, najpierw numerze marcowym i teraz kwietniowym) może nie do końca da dokładną odpowiedź na to pytanie, ale na pewno na całą sprawę rzuci trochę światła.