Joga w parku – czyli wyjście z czterech ścian.

Obrazek obok to logo inicjatywy, której ideą jest promocja zdrowego, aktywnego i naturalnego stylu życia, jak oczywiście również promocja samej jogi jako takiej. Zajęcia, które dzisiaj miały swój początek i będą trwały przez całe wakacje co niedzielę, są bezpłatne, skierowane zarówno do osób zupełnie początkujących, jak i takich, które zdobyły już wcześniej pewne doświadczenie w praktyce jogi. Akcja odbywa się w kilku miastach Polski jednocześnie, ma miejsce oczywiście również we Wrocławiu, a lokalnym organizatorem jest szkoła, gdzie chodzę na zajęcia –  Fabryka Energii.

Jak łatwo się domyśleć, dzisiejsze spotkanie w parku nie było moim pierwszym zetknięciem się z jogą. Nastąpiło to trochę wcześniej, bo w listopadzie tamtego roku – i od tamtej pory wpisała się w mój stały rozkład zajęć. Bo i jej zbawienne skutki można odczuć już od pierwszych godzin na macie. A kiedy za oknem robi się coraz cieplej, słonko zaczyna przygrzewać coraz mocniej, a człowiek siedząc w biurze coraz częściej kieruje swoje myśli w kierunku upragnionego urlopu dobrze jest pod sam koniec tygodnia zapewnić sobie odrobinę ruchu. Wyjść na świeże powietrze, w cieniu drzew i pośród śpiewu ptaków spędzić aktywnie półtorej godzinki.

Jednym słowem, wyjść z czterech ścian w których nieustannie sami się zamykamy. Siedząc w domu, jadąc do pracy wskakujemy do kolejnych skrzynek (obojętnie czy to tramwaj, autobus czy własny samochód), później najczęściej siedząc w pracy zamknięci w biurach, a po powrocie do domu zamykać się dalej w tych znajomych, ale jednak ciągle czterech ścianach. Natomiast ćwiczenia na świeżym powietrzu – to zupełne inna jakość. Jest najzwyczajniej więcej przestrzeni, nie jest tak duszno jak często bywa na sali do ćwiczeń, dodatkowo chłodzi lekki wiaterek… Żyć nie umierać, czas na chwilę oddechu i wcale nie trzeba czekać na wytęskniony urlop i wyjazd poza miasto.

Dodatkowo po jodze wyszedł mi nieplanowany spacer, co tylko wydłużyło trwanie dobroczynnego efektu spowodowanego sekwencją wcześniejszych asan. Z parku Juliusza Słowackiego przeszłam do Szczytnickiego i stwierdzam, że taki sposób spędzenia wolnej niedzieli jak najbardziej mi odpowiada. Szkoda tylko, że wisi nade mną widmo kolejnego poniedziałku. Byle do kolejnej niedzieli, kiedy przyjdzie czas na coś dla ciała i ducha. A w zasadzie, wystarczy przetrwać do wtorku, czyli „normalnych” zajęć jogi.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Joga i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.