Unio, dokąd zmierzasz?

Wpis zainspirowany dyskusją na zajęciach z integracji europejskiej, może służyć za jeden z dowodów, że studia mogą jednak rozwijać i na coś się przydać – wbrew temu co niekiedy sądzi się powszechnie.

Wracając do postawionego wyżej pytania, najprawdopodobniej nikt nie jest w stanie dzisiaj na nie odpowiedzieć, a jedyne co można zrobić to próbować przewidzieć ewentualne scenariusze najbliższej przyszłości tworu jakim stała się Unia Europejska. Nie tak dawno przez nasz kraj przetoczyła jedna z tzw. burz politycznych – a cała sprawa tyczyła się ratyfikacji traktatu lizbońskiego. I o ile można powiedzieć, że cała bitwa parlamentarna rozbudzała emocje i serca polityków z przeciwstawnych obozów, to dla przeciętnego obywatela cała sytuacja miała drugorzędne znaczenie. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że zainteresowanie traktatem lizbońskim było znikome lub wręcz równe zeru. Jeśli do skutku doszłoby referendum, łatwo domyślić jaki spotkałby je los. Nie mam tutaj na myśli konkretnego wyniku i procentach na opcje „tak” lub „nie”, ale o frekwencji. Pułap 50% udziału uprawnionych do głosowania, aby referendum było ważne wydaje się w takiej sytuacji celem nie do osiągnięcia. Szczerze wątpię czy przeciętny Polak wie co to w ogóle jest traktat lizboński, nie wspominając już o treści tego dokumentu, którą notabene wypadałoby znać jeśli miałoby się zabrać w takiej sprawie głos.

Całe zamieszanie dotyczące tego zagadnienia już ucichło, dzisiaj pojawiła się informacja, że prezydent ratyfikuje traktat najpóźniej w lipcu. Można powiedzieć – po sprawie, zresztą kogo obchodzi jakiś tam niejasny traktat lizboński. Dochodzimy więc do punktu, kiedy obywatele jednego z krajów członkowskich nie rozumieją wagi tak ważnego dokumentu dla UE. Zaraz można postawić pytanie dla kogo w takim razie ten tak ważny dokument jest tworzony, dla obywateli? Zmieniła się tylko nazwa, wprowadzono kosmetyczne zmiany i nie robi się nic innego tylko próbuje się przepchnąć cały tekst tylnymi drzwiami – wcześniejszy traktat konstytucyjny został przecież odrzucony w referendach przez Francję i Holandię. Powinien to być ważny znak, że obywatele tych krajów nie życzą sobie, żeby Unia szła dalej w takim kierunku – dosyć istotny powód do dyskusji gdzie jest miejsce w UE dla jej obywateli. Tworzy się więc dokument, który jest nieczytelny, o ciężkim języku prawniczym – nie wspominając już o tym, że aby dobrze zapoznać się z tekstem traktatu lizbońskiego trzeba mieć jednocześnie przed sobą tekst wcześniejszego traktatu z Maastricht – ile osób zdobędzie się na taki trud? Powstaje kuriozalna sytuacja kiedy nikt tak naprawdę nie rozumie czym jest Unia Europejska, jaka jest miejsce pojedynczej jednostki w takim tworze, a wszystko wskazuje na to, że zmierza ona w kierunku coraz większej centralizacji i absurdalnego tworu jakiegoś super-państwa. Dla kogo w takim razie Unia jest tworzona i w interesie kogo działa? Postać taka jak obywatel zostaje coraz bardziej odsuwana na dalszy plan, a jej głos przestaje się liczyć czy choćby być słyszany.

Gdzie dojdziesz takim krokiem Unio? Pytanie pozostaje wciąż otwarte.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Unio, dokąd zmierzasz?

  1. Zua pisze:

    Widzę sis, że wreszcie się wzięłaś i masz bloga. Polityką jak wiesz się nie interesuję, ale ciekawie czyta się to co napisałaś : D
    Taki niezbyt mądry pierwszy komentarz… 😛

  2. madmill pisze:

    No wreszcie Metz, wreszcie…

    Co do frekwencji, to zależy to bardziej od mentalności w narodzie, pewnie przy Traktacie Lizbońskim byłoby ponad 50% ale to by znaczyło i tak NIC. Jak napisałaś, nikt nie ma pojęcia o co chodzi – większość, proszę nie czepiać się słówek. 😉 Druga sprawa to taka, że wmawia się ludziom, że nie można go odrzucić, oczywiście że można od tego jest takie coś co wymyślili w Atenach dawno temu – przyjmijmy Ateny jako kolebkę demokracji dla uproszczenia. 😉 Z drugiej strony dla zwykłych ludzi ten traktat jest o tak niczym, a czy stanie się czymś co będzie pomagać czy przeszkadzać w życiu zależy tylko od samych ludzi.

    Europa nigdy nie stanie się Azją lub USA, nawet jak wszyscy politycy będą chcieli tego. Mentalność Europejczyków już inna. 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.