Kobo Abe – „Kobieta z wydm”

kobieta_wydm_kobieta_wydm_1516080Ta recenzja czy też zwykły opis wrażeń z lektury  (żeby niepotrzebnie nie uzurpować sobie odpowiedzialnej roli recenzenta) powinien pojawić się już dawno. Ale z racji pewnych niekorzystnych okoliczności nie został dotychczas opublikowany. Jednak ze względu na fakt, że lubię zwracać uwagę na książki, które przypadły mi do gustu i które według mnie zasługują na to, aby zatrzymać się przy nich dłuższą chwilę – wpis  w końcu się pojawił, jednakże  prawie z miesięcznym opóźnieniem.

Niejednokrotnie można spotkać się z poglądem mówiącym o automatycznej wyższości dłuższych form nad ich krótszymi odpowiednikami. Biorąc do ręki Kobietę z wydm można być pewnym o nieprawdziwości tego stwierdzenia. W końcu króciutka to książeczka, nie liczy sobie nawet dwustu stron. Mimo to taka objętość wystarczyła autorowi na zaznaczenie kilku istotnych kwestii.

Prezentowana historia jest bardzo prosta – mężczyzna postanawia wziąć urlop, aby oddać się swojemu hobby, poszukiwaniu nowych odmian owadów. Z chęci nadania pikanterii w rutynowym dotąd życiu nikomu nie wyjawia swojego zamiaru. Zmrok zastaje go na wydmach, gdzie w końcu zmuszony jest przenocować w małej wiosce. W tym miejscu akcja zakręca w kierunku absurdu, który ma ukazać niedorzeczność codziennego dnia człowieka. Nasz bohater zostaje postawiony wobec stanu rzeczy, który  wydaje mu się bezsensownym – ciągłej walki z piaskiem, który nie ma końca. Staje się jednak sensem życia ludzi podejmujących się tego zadania.

Kiedy sięgałam po książkę spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mężczyzna usidlony na wydmach – to stworzyło mi obraz kobiety, która przez swój czar wiąże mężczyznę, tak że ten nie jest w stanie od niej odejść. Sprawa przedstawia się zgoła inaczej, postać kobiety nie jest władcza – jej głównym elementem jest rezygnacja i ciche pogodzenie się z zaistniałą sytuacją. Jest uległa do granic możliwości, niejednokrotnie jej postać budzi litość. Można powiedzieć, że jest biernym uczestnikiem wydarzeń, tak samo usidlona w piasku jak nagle pojawiający się w jej życiu mężczyzna.

Był to drugi, po Murakamim, pisarz japoński, z którym się zetknęłam. Pewne elementy, głównie przez sposób prowadzenia narracji, dbałości o skromne detale – stwarzały wrażenie pewnego podobieństwa. Trudno jest mi orzec czy są to stałe skladniki literatury japońskiej, jednak i tym razem otrzymałam to co wcześniej tak mnie urzekło. Oszczędność formy, ale jakże piękna w swojej prostocie. Co zwróciło moją uwagę to podobna kreacja głównego bohatera, według takiego samego schematu – z ułożonym, wydawałoby się życiem, niekoniecznie udanym małżeństwem, z zabijającą rutyną w życiu. Kreacja przeniesiona żywcem z otaczającej rzeczywistości, chciałoby się powiedzieć.

Przy lekturze tej książki wręcz czuć przesypujący się ciągle piasek, wciska się między kartki, chrzęści między zębami. A im zacieklej się walczy z tym żywiołem, tym człowiek coraz bardziej się zapada. Przez swoje celne spostrzeżenie Kobieta z wydm staje się pozycją, która nie przynależy tylko do jednego kręgu kulturowego, a może zostać właściwie zrozumiana w każdym.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kobo Abe – „Kobieta z wydm”

  1. Maeg pisze:

    Ha Ciebie też blurb zwiódł? Też myślałem, że to kobieta zatrzyma go na wydmach, a tu taka niespodzianka.
    Ale książka faktycznie może być jako przykład kontrargumentów dla „Lamentu miłośnika cegieł” Dukaja. 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.