Alfred Bester – „Gwiazdy moim przeznaczeniem”, „Człowiek do przeróbki”

gwiazdy_moim_przeznaczeniem1Każdy zdążył już najprawdopodobniej zapomnieć o świątecznych promocjach wydawniczych. Jeśli miało się to szczęście i skorzystało z obniżki, naoczny ich dowód  stoi teraz na półce. Tak jest w moim przypadku, wcześniej podszepnęłam słówko komu trzeba i jeden z książkowych pakietów proponowanych przez wydawnictwo Solaris odnalazłam pod choinką.

Książki Alfreda Bestera Gwiazdy moim przeznaczeniem i Człowiek do przeróbki zostały wydane w serii klasyki science fiction. Sięgając po takie pozycje można już na samym początku wyrobić sobie wstępną opinię o produkcie – książki po raz pierwszy wydane mniej więcej pół wieku temu, poruszające uniwersalne problemy, które nie podległy dezaktualizacji. A przynajmniej takie są co do tych pozycji oczekiwania.

Gwiazdy moim przeznaczeniem to pieśń pochwalna na cześć człowieka i jego możliwości. Główny bohater, Gully Foyle nie jest nikim znaczącym. Mechanicznie wykonuje swoją pracę, w której nie przejawia chęci podniesienie swoich kwalifikacji i w związku z tym nie awansuje.  Jednak w wyniku splotu pewnych wydarzeń Gully uwalnia w sobie uśpiony  dotąd potencjał, musi to zrobić, aby przeżyć i zrealizować palące go od tej pory jedyne pragnienie. Na oczach czytelnika przekształca sie w nieprzeciętną jednostkę, która swobodnie może się poruszać wśród elit tego świata. Człowiek do przeróbki to z kolei futurystyczny kryminał. W świecie esperów, ludzi umiejących czytać w myślach, jeden człowiek – Ben Reich, postanawia popełnić morderstwo z premedytacją. Wyczyn karkołomny jeśli wziąć pod uwagę system nadzoru, który działa w przedstawionym przez Bestera świecie. Niestety akcja szybko kieruje się na tory pogoni dobrego policjanta za niedobrym złoczyńcą, dla mnie, przyznaję dość nużąca rozgrywka.

30759_czlowiek_do_przerobkiU Bestera nie można narzekać na wlekącą się fabułę, akcja nieustannie prze naprzód a bohaterowie muszą radzić sobie z coraz to poważniejszymi problemami. Co mnie jednak osobiście raziło (i nie był to pierwszy raz w ramach książek z tej serii) to za płytka kreacja bohaterów. Owszem, miotają się w swoich namiętnościach, podejmując ciągle nowe działania,  są bez przerwy w ruchu, czytelnik jest świadkiem ich kolejnych wybuchach wściekłości, ale wszystkie te sceny oglądamy niejako z boku. Czytelnik nie uczestniczy w tych wydarzeniach, staje się wyłącznie biernym widzem – a przynajmniej ja odniosłam dokładnie takie wrażenie.

Szczególnie widoczne jest to w Człowieku do przeróbki, a ta książka mogłaby mieć o wiele większy potencjał gdyby główny bohater był bardziej przekonywujący. Coś jak kiepski aktor, który swoją grą nie umie przekonać do siebie widzów. Pojawia się pytanie czy problem z wykreowaniem dobrego bohatera jest winą tylko i wyłącznie autora, czy też pewnego okresu historycznego i ówczesnego sposobu kształtowania fabuły. Wydaje mi się, że można pokusić się o postawienie hipotezy o pewnej zmianie jakościowej w samym sposobie pisania. Przez ten czas jaki upłynął od pierwszego wydania tych książek,  pewne akcenty zostały przesunięte na inne aspekty budowania powieści.

Dwie sprezentowane powyżej książki nie można określić mianem złych. Bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że w pewien sposób zawiodły one moje oczekiwania. Ale to powracający ciągle problem – stworzenie sobie własnego obrazu lektury po zapoznaniu się z opiniami innych. Nie miało to miejsce pierwszy raz, jak mniemam powtórzy się również w przyszłości. Kierowanie się gustem drugiej osoby okazuje się czasami zwodniczą ścieżką, ale końcowy bilans wychodzi chyba jednak na plus.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.