Selector festival

5 czerwca, czyli dzień pierwszy festiwalu i w moim przypadku (niestety) ostatni. Przyjazd do Krakowa, zatrzymanie się na małe jedzonko i kilka łyków piwa, a później już tylko obranie kierunku na Błonia. Wymiana biletu na opaskę, zaopatrzenie się w specjalną kartę płatniczą i nie pozostało nic innego jak  tylko cieszyć się kolejną imprezą muzyczną. Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego tak lubię festiwale – fakt pojawienia się na konkretnym koncercie to jedno. Ale pozostaje jeszcze cała towarzysząca temu atmosfera, rozbrzmiewająca ciągle muzyka i występy artystów jeden za drugim. To ma swój urok.

Z racji przybycia na teren festiwalu koło godziny 19, pierwszy zespół, który zobaczyłam to Dizee Rascal – łączący hip-hop z muzyką elektroniczną. Słyszałam po raz pierwszy, raczej nie mogłabym tego puszczać sobie na co dzień, jednak na koncert to nawet nienajgorzej brzmiało. Później, w przerwie zerknięcie na chwilę na występ Loco Star, żeby o 21 wrócić na scenę główną i obejrzeć widowisko pod nazwą Fisherspooner. Występy tej grupy nie sposób określić inaczej, połączenie muzyki z efektami scenicznymi i tańcem. W zasadzie obejrzenie swego rodzaju show było głównym powodem, żeby zostać na tym koncercie i nawet nie zauważyłam, w którym momencie zaczęłam się świetnie na nim bawić. Aż żal, z perspektywy czasu, że nie obejrzałam ich występu na zeszłorocznym Open’erze. Wybiła godzina 23 i początek tego, na co przyjechałam – na scenie pojawił się Franz Ferdinand. Świetny, energetyczny, taneczny koncert. Trudno mi ocenić czy był lepszy niż wcześniejszy w warszawskiej Stodole – może jest to tylko spowodowane większą liczbą osób obecnych pod sceną. Godzina z hakiem minęła pod znakiem roztańczonego rocka. Nie zabrakło oczywiście osób, które ja osobiście nazywam kołkami – stojących spokojnie kiedy wszyscy naokoło szaleją. Zawsze uważałam, że jak ktoś chce sobie tylko posłuchać to powinien odejść trochę na bok… Ostatni zespół w tym dniu, czyli Röyksopp, niestety widziałam tylko mały kawałek tego koncertu – już czas gonił i trzeba było lecieć na pociąg powrotny do Wrocławia. A szkoda, bo również  świetnie się zapowiadał. Słowa: Thank you so much! były chyba najczęściej powtarzane podczas tego występu ze sceny.

Organizacja festiwalu nie szwankowała, jak zwykle na imprezach spod znaku Alter Artu. Wymiana biletów na opaski przebiegała bardzo sprawnie, podobnie zakup czy doładowanie kart płatniczych. Ten nowy projekt  osobiście mogę uznać za udany – chociaż grup muzycznych nie było zbyt wiele, np. na koncert Loco Star większość poszła, bo w tym czasie nie było nic innego. Ale jeśli pomysł się przyjmie, zarówno scen, jak i artystów na nich występujących będzie coraz więcej. Na stronie Alter Artu można przeczytać: Naszym celem jest stworzenie dużego, nowoczesnego festiwalu muzyki elektronicznej i tanecznej, który na przestrzeni kilku lat stanie się największym tego typu wydarzeniem w Polsce, a także ważnym punktem w kalendarzu imprez europejskich. Oby tak się faktycznie stało

Cieszy mnie, że jest w Polsce taki twór jak Alter Art z ludźmi, którym chce się bawić w organizację takich imprez, tworząc festiwale, które są zauważane nie tylko w Polsce, ale też coraz bardziej za granicą.

Na koniec mały wątek humorystyczny, szczegóły tutaj. Bardzo rozbawił mnie ten artykuł, a szczególnie jeden fragment, autorstwa niejakiego Stanisława Markowskiego: Chciałbym także wyrazić tutaj swoje oburzenie na haniebną decyzję prezydenta Majchrowskiego, by zorganizować na tę wielką Rocznicę festiwal muzyki >>techno<<, często o podłożu satanistycznym. Tak oto zostałam satanistą, słuchającym techno, naprawdę dzięki tamu dowiedziałam się o sobie nowych rzeczy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Selector festival

  1. batou pisze:

    Z tym Franzem to ja się nie dziwię, że publika nieco chłodno ich przyjęła. To raczej tematyczny festiwal nastawiony od początku na elektronikę i to raczej taneczną. W komentarzach po festiwalu czytałem sporo opinii, że Franz średnio tam pasował, a ludzie, którzy na niego przyjechali, albo wyjeżdżali po koncercie, albo średnio się bawili na innych 😉 Mnie kasa nie puściła w tym roku, a żałuję najbardziej Orbital i świetnego zestawu polskich bandów z Loco Star i Oszibarack na czele 🙂

  2. Metzli pisze:

    Czy chłodno? Ja nie odniosłam takiego wrażenia. Te parę „kołkowatych” osób nie przesądza, przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy. Ale faktem jest, że na pierwszą edycję potrzebowali zespołu, który przyciągnie publiczność.

Możliwość komentowania jest wyłączona.