Festiwal Malta

Tytuł nie do końca uprawniony, bo nie zamierzam pisać całościowo o tym kulturalnym wydarzeniu, a jedynie o dwóch koncertach, na których byłam w jego ramach. Zmieniłam też początkową koncepcję – gdzie chciałam tylko wspomnieć o występie Jane’s Addiction. Ale wcześniej, 23 czerwca miał miejsce koncert Nine Inch Nails, nie wspomnieć o nim ani słowem kiedy piszę o innym poznańskim koncercie to w jakiś sposób wydaje mi się niewłaściwe. Z drugiej strony, relacje najlepiej piszę się zaraz po danym wydarzeniu kiedy wspomnienia są jeszcze żywe. Niestety nie zawsze jest na wszystko wystarczająco dużo czasu.  Teraz nie pozostaje nic innego jak nadrobić zaległości, dzieląc się wrażeniami z obydwu tych wydarzeń muzycznych.

Parę słów o organizacji, stworzono dwa sektory z różną  odległością od sceny i co za tym idzie, inną ceną biletu. Za taką decyzją powinny iść też odpowiednie kroki, tak aby osoby z drugiego sektora mogły mieć  możliwość obserwowania tego co się dzieje na scenie. Przynajmniej jeden duży telebim był tutaj wręcz konieczny, otrzymaliśmy jednak dwa malutkie z boków sceny. Przez koncert NIN były wyłączone prawie do samego końca, a kiedy już zostały uruchomione, nadawały z kilkusekundowym opóźnieniem. Czepiam się, ale jestem zdania, że europejski koncert (jesteśmy w końcu w Europie, czyżby ktoś o tym zapomniał?) powinien prezentować sobą pewien poziom. W Poznaniu były momenty kiedy niektóre elementy zgrzytały. Na Jane’s Addiction telebimy w ogóle zostały usunięte, pomniejszono również pierwszy sektor – wyraźny sygnał, że sprzedało się o wiele mniej biletów niż poprzednio.

Supporty na obydwu koncertach zaczęły się o tym samym czasie – 20:30. Alec Empire, muzyk związany z nurtem digital hardcore, wystąpił 23 czerwca. Nie jest to zdecydowanie muzyka dla mnie, kolejne utwory zlewały się już dla mnie w jeden jazgot. Peaches, tutaj sceniczność walczyła z przerostem formy nad treścią, ściąganie po kolei części garderoby, żeby zostać w czymś na kształt body, mikrofon udający fallusa, światełka wokół krocza i tym podobne. Pod względem muzycznym nie było już tak spektakularnie.

O godzinie 22:00 obie grupy wystąpiły bez wyraźnych opóźnień, godne pochwały. Czy coś łączy te kapele? Fakt, że występowały w Polsce po raz pierwszy i obie mogą pochwalić się pewnym wpływem jakie wywarły na muzykę, choć każda z nich w innym wymiarze.

Nine Inch Nails

Pożegnalna trasa i przy tej okazji nareszcie wizyta w Polsce. Pierwsza i zarazem ostatnia, poprzedzona wielką ilością petycji fanów, żeby jednak grupa nie omijała naszego kraju. Osobiście nie należę do tych osób, zagorzałym fanem nazwać siebie na pewno nie mogę, ale nie pojawić się na koncercie grupy, która miała taki wpływ na kształt industrialnego rocka byłoby wielkim nieporozumieniem. A było na co popatrzeć, tym bardziej, że cały koncert był autentycznie na żywo, nie obyło się  nawet bez małej wpadki kiedy utwór Echoplex trochę się muzykom rozjechał. Trent Reznor dał się poznać jako prawdziwy profesjonalista, wiedząc kiedy trzeba przyspieszyć a w którym momencie zwolnić. Nieograniczanie się do kawałków z ostatniej płyty The Slip, ale zaprezentowanie całego przekroju 20-letniej twórczości.

Koncert potrwał całe dwie godziny i mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych, na których miałam okazję być (a trochę się ich już zebrało).

Jane’s Addiction

Koncert o wiele krótszy, z mniejszą publicznością i nie poprowadzony tak perfekcyjnie jak poprzedni. Bo i też siła oddziaływania grupy mniejsza, chociaż ich działalność jest warta odnotowania. Bo mimo, że nie zapisali się na kartach muzyki jako ci najbardziej znani, to jednak dali pewien grunt do powstania innych grup alternatywnych, które przyszły po nich. Kłopoty z amerykańską cenzurą, z dogadaniem się wewnątrz zespołu, obserwowane kolejne reaktywacje i zawieszanie działalności. 8 lipca dali w Polsce pierwszy koncert, już nie tacy młodzi, jednak utwory jakie wykonywali brzmiały ciągle żywiołowo. Koncert nie był z rangi tych najlepszych, czy był zły? Nie, po prostu zwykły, dobry koncert. Farrel razem z kolegami zagrali niecałą godzinę z jednym bisem. Pewne poczucie niedosytu miała zapewne niejedna osoba.

Co występy tych dwóch grup muzycznych miały do teatralnego festiwalu jaki co roku ma miejsce w Poznaniu? Pewnie niewiele, wbrew tłumaczeniom organizatorów o ich związkach z teatrem. Bardziej prawdopodobna wydaje się teza, że zwyczajnie nadarzyła się okazja, aby tych konkretnych artystów zaprosić do Polski. Bez względu na pobudki, końcowy efekt bardzo mnie ucieszył.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.