Kryzys?

Każdego czytelnika polskiej fantastyki nurtowało z pewnością niejednokrotne pytanie o ogólną kondycję tego rodzaju literatury. Jeśli przyjąć dwa punkty ekstremium, gdzie na jednym biegunie będzie zupełny zachwyt nad wydawanymi książkami, a na drugim totalne nimi zniesmaczanie, na powstałej linii podziału zmieści się całe spektrum poglądów. Swój umieściłabym mniej więcej pośrodku (jak wiadomo pozycja centrum w niektórych sytuacjach jest najbardziej korzystna). Powyższe zagadnienie nie jest niczym nowym, wystarczy wspomnieć częste dyskusje okołoforumowe, a w ciągu ostatnich kilku dni temat ten został poruszony na zaprzyjaźnionych blogach, przez Mada, zastanawiającego się nad kolejnym kandydatem do Zajdla oraz Magla poruszającego ten wątek  przez pryzmat niedawnej inicjatywy nagrody Żuławskiego. 

Wymienione nagrody mają dla mnie drugorzędne znaczenie, nie kieruję się nimi przy wyborze lektur. Zajdel stał się nagrodą popularności, a kwestia wygranej rozgrywa się w kategorii liczby fanów twórczości danego autora obecnych na Polconie. Przy okazji ogłaszania wyników na tegorocznym konwencie w Zielonej Górze zadawałam sobie pytanie ile z tych ludzi faktycznie przeczytało Lód Dukaja… Mimo osobistych zastrzeżeń wydaje mi sie, że taka forma premiowania książek również powinna istnieć, chociaż oczywiście można dyskutować z faktycznym walorem literackim, tak nagradzanych książek (taki zarzut nie można odnosić oczywiście do wszystkich laureatów zajdlowskich). Nagroda Żuławskiego jawi się jako pewne światełko w tunelu, ale tutaj dochodzimy do istotnej kwestii – w jakim stopniu werdykty jury będą się różniły od tych zajdlowych? Powstaje pytanie czy jest sens w tworzeniu nagrody, nazwijmy to ekspertów w momencie kiedy specjalnie nie ma kogo nagradzać. I czy w związku z tym sytuacja polskiej fantastyki jest aż tak tragiczna i można już mówić o kryzysie?

Cóż, z mojej perspektywy – i tak, i nie. Z jednej strony mamy niewątpliwy postęp, przez kilka(naście?) lat została wydana pokaźna liczba nowych książek, a autorzy do tej pory nieznani mieli szansę zadebiutować. W porównaniu do wcześniejszej sytuacji gdzie na placu boju zauważany był jedynie Andrzej Sapkowski jest to niewątpliwie zmiany sytuacji in plus . Na rynek trafia więc stosunkowo dużo pozycji, jednak niekoniecznie idzie to w parze z ich wysoką jakością. Można utyskiwać na autorów, faktem jest jednak, że tutaj zachodzi prosty rachunek ekonomiczny – dostarcza się książki, z taką treścią jakiej oczekują odbiorcy. Może i myślę krzywdzącymi schematami, ale kiedy mówię przeciętny czytelnik książek Fabryki Słów od razu mam przed oczami osobnika z przełomu gimnazjum/liceum, czytaj: jeszcze nie wyrobionego, a w związku z tym niewymagającego. Teraz wystarczy, że autor napisze książkę jedynie dobrą (a może aż?) zaraz pojawiają się nad nią wielkie zachwyty. Obrazu niech dopełnie jeszcze fakt, że nowych autorów nie przybywa, albo raczej ci, którzy pisali wcześniej powyciągali już wszystkie rzeczy ze swoich szuflad, a pisanie pod presją terminów zazwyczaj nie wychodzi im na dobre. Inną kwestią jest to, że z pisania i to na tak mały rynek odbiorców bardzo trudno się utrzymać. Ot, hobby do codziennych zajęć, przerywnik między pracą a domem.

W jaki sposób zatem oceniać i prognozować dalszy rozwój wypadków? Według mnie wszystko zależy od tego jak cała sytuacja się rozwinie. Kiedy porównuję sobie książki zagranicznych autorów, które w moim osobistym rankingu figurują jako arcydzieła trudno mi takie pozycje odnaleźć w polskiej fantastyce. Może to tylko kwestia czasu i wystarczy poczekać aż takie się pojawią? Duży problem stanowi fakt, że w Polsce nie ma grupy wyrobionych czytelników, dla których opłacałoby się tworzyć bardziej dojrzałą literaturę fantastyczną. Trochę może to frustrujące kiedy wszystko rozpatruje się przez aspekty ekonomicznie, ale cóż… życie. Osoby, które miałyby szansę stać się dojrzałymi odbiorcami literatury albo już nie czytają, albo nie chcą podejmować trudu sięgnięcia po bardziej wymagającą lekturę. Brak chęci rozwoju to jednak wielka zmora, również na tym polu. Bo praca, bo nie ma czasu i milion innych wymówek. Pytanie jak takich czytelników wykształcić i tym samym zmusić niejako autorów do jakościowej zmiany… pozostaje wciąż otwarte.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Subiektywnym okiem i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kryzys?

  1. Pingback: MadBlog | Książki | Fantastyka » Blog Archive » Kryzys… nie tylko finansowy (2)

  2. Pingback: Kryzys… nie tylko finansowy (2) | Blog książek fantasy

Możliwość komentowania jest wyłączona.