Bez czego trudno żyć

Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że są dwie rzeczy, bez których egzystencja byłaby najzwyczajniej nie do zniesienia, przynajmniej w moim odczuciu. Mowa tutaj o muzyce i literaturze. Podobno są na tym świecie ludzie, którzy potrafią się obywać bez tych dwóch wymienionych rzeczy. Jednak dzień bez książki czy przesłuchania chociażby jednego utworu wydaje mi się taki… ubogi. Życie tylko swoim codziennym szarym dniem, dom-praca, praca-dom jest lekko przerażającą perspektywą. I najlepiej gdy tłuszcza żre, pracuje i śpi…

A przecież książki nie tylko rozwijają i poszerzają horyzonty, ale dają szansę oderwania się od tego cholernego szarego dnia z jego przyziemnymi problemami. Z radością można dać się wciągnąć w ten inny świat, aby porwał nas bez reszty. A muzyka, ta towarzyszy na każdym kroku. Przy wstawaniu, zasypianiu, czytaniu – nieustannie coś leci z głośników. Pierwsza forma odreagowania kiedy już wyjdę z pracy to włączenie mp3 i odizolowanie się od towarzyszących hałasów, banalnych rozmów prowadzonych przez ludzi wokół mnie czy krzyków rozwydrzonych bachorów.

Może się wydawać, że muzyka jest zawsze gdzieś obok, ale niesie ze sobą echo tylu emocji. Przypominają się przeczytane przy niej książki, konkretni ludzie, moment w jakim człowiek się znajdował, jeśli po jakiegoś wykonawcę sięga się po latach. Mogę sobie wyobrazić życie bez wielu rzeczy, jednak bez książek i muzyki byłoby ono o wiele cięższe. Oby nigdy nie byłoby mi dane przekonać się jak bardzo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Subiektywnym okiem i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Bez czego trudno żyć

  1. Mad_Droon pisze:

    Hmm, z tymi „podobno ludzmi” co radza sobie bez muzyki i literatury mijamy sie non stop wokol. Poznajemy ich po tym, ze nie maja sluchawek w uszach, ze podczas jazdy autobusem patrza tepo w szybe nie rejestrujac co za nia miga. Ale wiem, ze bardzo to latwe, wystarczy zadowalac sie tym co leci wokol, byle radio, byle pulpa, w domu za to w centrum, jak na oltarzu telewizor. Kiedys skromnosc i radiowa i telewizyjna wymagala od czlowieka rozmowy lub ksiazki i plyty. Teraz tv zabija wszystko, powoli i podstepnie, bo majac Nat.Geo.TV, Discovery, Planete, Animal Planet, Ale Kino, Zone Europa, Kino Polska, TVP Historia i Kultura, kanaly sportowe co chwile bedziesz miec cos intrygujaceg, cos co cie przeciez interesuje, cos o czym zawsze chcialas/es dowiedziec sie czegos wiecej. I nagle czlowiek lapie sie, ze czytajac njusy z gazet w autobusie i karmiac swoja nienasycona ciekawosc swiata nie ma czasu na nic innego.
    I jesli nie jest sie odpowiedzialnym za innych to pol biedy.
    A jesli chodzi o „bachory” to nie ma muzyki ponad mojego troszke ponad dwuletniego Nataniela pierwsze pelne zdania, jeszcze bezczasownikowe, za to wypowiadane z takim przejeciem i przekonaniem – maja je tylko dzieci i szalency.

  2. MadMill pisze:

    W zupełnej ciszy może przeczytałem z 5% wszystkich książek w życiu. Większość czytam przy muzyce, najczęściej instrumentalne jak Apocalyptica czy bardziej gitarowej Satriani, Petrucci, Vai… czy też przy spokojnej dla mnie muzyce Led Zeppelin. Po prostu cisza mnie rozprasza, wiem że to dziwnie brzmi. I komunikacja miejska w której przeczytałem także niezliczoną już ilość książek.
    I wiele osób czyta w tramwajach czy autobusach, ale więcej jest tych co jednak wpadają tylko i tępym wzrokiem patrzą „gdzieś”.
    Co do telewizji to też gdzieś o tym pisałem, ale od długiego już czasu sam jej nie oglądam zupełnie – jakiś mecz czy film raz na miesiąc to tak jak zjedzenie czekolady na diecie za zrzucenie 10 kilo. 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.