Haruki Murakami – „Wszystkie boże dzieci tańczą”

harukiDobrze jest mieć ulubionego pisarza, do którego książek można sięgnąć w każdej chwili,  kiedy mamy ochotę na kawałek dobrej literatury. W takim wypadku wiemy czego mniej więcej możemy się spodziewać, styl autora jest nam znany i co więcej bardzo go lubimy. Dla mnie takim pisarzem jest Haruki Murakami. Z pewnością czytanie jego książek w jednym ciągu to nie najlepszy pomysł, wtedy nastąpiłby zwykły przesyt. Ale dzięki odpowiedniemu dozowaniu materiału, każdą kolejną pozycję z twórczości tego Japończyka czytam z wielką przyjemnością. Wszystkie boże dzieci tańczą będzie już czwartą z kolei i tak jak miało to miejsce z poprzednimi, miło spędziłam czas przy lekturze.

Tym razem nie mamy do czynienia z powieścią, ale krótkimi opowiadaniami. Jest ich w sumie sześć, a Wszystkie dzieci tańczą to tytuł jednego z nich. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie ma znaczenia jaką formę wybierze Murakami, i w powieści i w krótszym opowiadaniu jego książki czyta się równie dobrze. I jeśli ktoś polubił jego styl, tak jak miało to miejsce u mnie, również ta pozycja powinna przypaść mu do gustu.

Mamy tutaj jeden motyw, który jest klamrą, łączącą wszystkie krótkie historie. To trzęsienie ziemi, które ma miejsce w okolicach Kobe. Wydarzenie to ma różne znaczenie dla bohaterów, czasami jest ośrodkiem od którego wszystko wzięło swój początek, innym razem to tylko poboczna informacja, o której dowiadują się z wiadomości. Moje ulubione opowiadanie z tego zbiorku to Tajlandia. Bohaterką jest niemłoda już lekarka, z odpowiednim bagażem doświadczeń, z którymi przez całe życie nie mogła się uporać. Równie dobre wydało mi się Ciastka z miodem, a wszystko za sprawą… ciepłego zakończenia, powiedziałabym takiego szczęśliwego. Jakoś w głębi duszy przeczuwałam zupełnie inne.

Każdy z bohaterów Murakamiego znajduje się w trochę innym momencie swojego życia, jedna rzecz ich łączy – niełatwe relacje z innymi ludźmi. Jak zwykle, autor wplata do swoich opowiadań abstrakcyjne elementy, które nadają trochę inną wymowę całej sytuacji. Pan Żaba ratuje Tokio to opowiadanie od początku do końca bardzo surrealistyczne, w swojej formie przypominało mi wcześniej przeczytaną Przygodę z owcą. Takie samo nagromadzenie absurdalnych, wydawałoby się sytuacji.

To co tylko zgrzytało mi w tym zbiorku to zbytnie podkreślanie przez samych bohaterów swojej przeciętności. Ta cecha bohaterów to jakby znak rozpoznawczy tego autora, jednak wolę kiedy sama mogę dojść do takiego wniosku przez stopniowe poznawanie bohaterów. Jestem bardzo przeciętny. Jestem poniżej przeciętnej. Łysieję, rośnie mi brzuch, w zeszłym miesiącu skończyłem czterdzieści lat. W taki sposób mówi sam o sobie Katagiri. Takie wyłożenie kawy na ławę nie do końca wydało mi się odpowiednie, ale może taki zabieg jest celowy i wymuszony przez krótszą formę.

Wszystkie boże dzieci tańczą jest bardzo cienką książką, w zasadzie można ją przeczytać spokojnie w jeden wieczór. Jest to pozycja dobra, jeśli ma się ochotę na krótkie odprężenie, a jednocześnie nie będzie to tylko pusta rozrywka. Fani twórczości Murakamiego na pewno nie będą zawiedzeni, aczkolwiek w moim własnym odczuciu nie jest to szczyt osiągnięć pisarskich tego autora.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.